Kulinarny przewodnik po wspomnieniach ...




Niesamowite jak czasem można stracić rachubę w swoich zapiskach, mam na myśli kulinarnych zapiskach.
Z reguły zdarza mi się zanotować coś na szybko i w każdym przypadku jest to osobna kartka.
Kiedy szukam jakiegoś przepisu w tym gąszczu papieru (który nie mieści się już w szufladzie), powtarzam sobie, że tym razem to już ostatni. Koniec!
Przepiszę wszystko w jeden brulion i skończę z przechowalnią wymiętoszonych świstków.
Taki proceder, trwał - jeśliby tak dobrze policzyć, kilka lat.
Nazbierało się tego trochę i czas ogarnąć sytuację, porządkuję swoje przepisy, zapiski i wspomnienia.
Tak, to są fantastyczne wspomnienia, jak przeglądanie albumu ze zdjęciami.
Hm ... wszystkie te karteczki (tak mi przyszło do głowy) powklejam do specjalnego zeszytu i to będzie mój kulinarny przewodnik po wspomnieniach, zostawię  sobie taki mały sentyment na szczególne okazje.
Chyba zapaliłam się do tego pomysłu, mam już wizję, jak to sobie powklejać, ponazywać i opowiedzieć.
Kulinarny przewodnik po wspomnieniach, tak - to jest odpowiedni tytuł, wszakże wszystko musi się jakoś nazywać.
Mam nadzieję, że ktoś zaciśnie kciuki, by mi się to udało, jedną taką osobę już znalazłam.




Pozdrawiam rozmarzona
Inka

3 komentarze :

  1. W takim razie ja mocno trzymam kciuki:) I bardzo się cieszę, że do Ciebie trafiłam - zauroczył mnie przede wszystkim przepiękny nagłówek! A blog zapowiada się bardzo ciekawie!
    Serdecznie pozdrawiam i do kolejnego poczytania:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż się zaczerwieniłam, dziękuję za mocne trzymanie kciuków!
    Pozdrawiam uroczo.
    Inka

    OdpowiedzUsuń
  3. A myślałam,że to ja lubię gotować... Zapisków żadnych nie posiadam, ale od czego ma się internet, gdzie takowe można znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń

 
myTaste.pl