Supraśl - magiczna kraina ... odsłona II



Było przyjemnie, śmiesznie, miło ...
Było zwiedzanie i spacer, ćwiczenia i zbieranie wiśni, wszystko z przymrużeniem oka.
Wszyscy tego dnia mieli przednie humory, pogoda o dziwo również była w lepszym humorze niż dzień przed, wypad do Supraśla to dla nas moment, bo wystarczy tylko pół godziny i jesteśmy na miejscu.
Wysiadamy z Voyagera i udajemy się prosto do muzeum. Rafał po drodze prawie złamał nogę, ale to nic, po oględzinach stwierdziliśmy, że będzie żył. Po muzeum, przeszliśmy się plażą ( co prawda nie wielką, ale na swój sposób urokliwą ), mile nas zaskoczył wydzielony teren rekreacyjny i sprzęt znajdujący się tam (rok temu tego nie było), fajna sprawa, jak można zauważyć na zdjęciu Rafał był najbardziej zadowolony - bardzo wygodne siedzenie - nie sądzisz?





Znalezione krzemienie zachowuję w kieszeni ( takie talizmany ) jest ich tu cała masa, aż chciało by się jakąś iskrę wykrzesać. Mój Ł. znalazł mi najpiękniejszy na świecie krzemień ( miał od razu dziurkę na rzemyk). Dzięki kochany.
To może kawa?
Byliśmy tak spragnieni czegoś zimnego, że kompletnie zapomnieliśmy o kawie, kiedy kelner podszedł do stolika każdy z nas zamówił piwo i w tym oto momencie rozpoczęliśmy sezon w Supraślu.
Siedzimy śmiejemy się  i gadamy, nagle zapoznaję się z pewnym p. Michałem, a później z piękną Sławą. Michał jak się okazało jest animatorem kultury i sporo robi i zrobił, teraz między innymi będzie z Koziarą na Męskim Graniu montował scenografię, tym również się zajmuje. Ciekawa postać. Od słowa do słowa okazuje się, że Michał planuje nowe przedsięwzięcie i poszliśmy to zobaczyć ...
To dom z historią, nie ma co ukrywać do remontu, ale plan jest bardzo ciekawy na zagospodarowanie tego i myślę, że jak to już wypali, to opiszę o tym, bo będzie warto tam się pojawić. 




Padło hasło zbieramy wiśnie, i daję słowo nikt nawet się nie zawahał, każdy złapał się za  jakąś robotę, Michała syn, sam składa sobie rowery takie wymyślone przez siebie ... pasja i chęci = duży wachlarz możliwości. Sława wspomniana wcześniej pojawia się i znika, jak nimfa. Zjedliśmy bardzo lekki obiad składający się makaronu z serem i wiśni. 






Wieloryb o którym wspominałam powstał dzięki Sławie, która pracuje w Centrum Kultury w Supraślu i przygotowywała ryby z patyków  na zajęcia z dziećmi, postanowiłam i ja zmierzyć się z kilkoma badylami, drutem i swoją wyobraźnią - jak wam się podoba mój wieloryb? Odprężające zajęcie. Później wypiliśmy herbatę i rozeszliśmy się. Zostaliśmy zaproszeni na letnie kino pod gwiazdami, ale niestety ze względu na pogodę odbyło się w domu na dużym formacie bo ścianie (fajnie jest mieć projektor) i białe ściany. O filmach napiszę więcej później, a obejrzeliśmy trzy i zastała nas 4 rano ...





 Pozdrawiam
Inka


3 komentarze :

  1. Inko, magia! Bardzo lubię ciekawe miejsca i ciekawych ludzi. A wieloryb świetny!:)
    Miłej reszty weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszka:
    Istotnie magia, dziękuję i wzajemnie miłej reszty weekendu.
    Pozdrawiam ciepło!
    Inka

    OdpowiedzUsuń
  3. Passavo per caso e non posso non farti i miei complimenti... un abbraccio e buonissima serata

    OdpowiedzUsuń

 
myTaste.pl