Olecko - podróż sentymentalna i tęsknota za latem...



Powroty bywają trudne, ten był trudny bardzo. Nie mieliśmy zupełnie ochoty wyjeżdżać, kiedy dojechaliśmy na dworzec, przycupnęliśmy na ławeczce w cieniu i wzdychaliśmy, że jeszcze tydzień, no może kilka dni ... wzdychania obiły się echem i poleciały w przestrzeń. Stawiam stopę na schodek autobusu, oglądam się za siebie i wiem, że ta podróż nie będzie należała do łatwych - autobus caluśki załadowany, ludzie nawet stali, parno jak w saunie i skwar niesamowity, no cóż PKS rządzi, myślałam, że nie dojedziemy cali, o dziwo udało się! Dobiliśmy do domu.
Teraz przeglądam zdjęcia, segreguję, niestety nie mam ich zbyt dużo, bo byliśmy tak zaaferowani miejscem i sobą nawzajem, że nie miałam ochoty wyciągać aparatu. 


 
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, zrzuciliśmy torbę i pobiegliśmy nad jezioro, w Olecku ostatni raz byłam 8 lat temu, także kawałek czasu i byłam bardzo ciekawa jak i co się pozmieniało, ale powiem wam  szczerze, że gdzieś tam w sercu marzyłam bym mogła zobaczyć wszystko w nie naruszonym stanie, tak jakbym tu była wczoraj, okazało się ku memu zdziwieniu, że nie zmieniło się dużo. Perspektywa zawsze zostaje ta sama, marzenia i wspomnienia nadają całości kształt, czy się ich pozbywać na poczet tych nowych - nie wiem, ale jedno przyszło mi przeżyć, taki wehikuł czasu, kiedy po latach siedzisz dokładnie w tym samym miejscu i patrzysz na to samo jezioro, niektóre marzenia do dziś dzień nie zostały zrealizowane i myślisz o nich. Przez chwilę znów miałam 14 lat, jak kiedyś, kiedy przyjeżdżałam do babci na wakacje i marzyłam, siedziałam na tym pomoście i tych kamiennych schodach i wiedziałam czego chcę i co kocham, tego dnia również usiadłam na pomoście i wiedziałam to samo, pozostało mi tylko zapomnieć, że teraz mam te 14 lat więcej, i w dalszym ciągu mogłabym pobiec przed siebie z ogromnym uśmiechem na twarzy i odwagą, której mi nigdy nie brakowało, takie właśnie są powroty do moich miejsc. To była taka chwila dla mnie, niestety babci już ze mną nie ma i już nigdy nie przytulę się do niej i ona nie stanie przy oknie by patrzeć jak znikam za zakrętem, nie złapie mnie za rękę kiedy będę podbierała jej drobne mając 7 lat by pójść do kawiarni na wuzetkę , i wspominać to przez lata jak bardzo lubiłam przesiadywać w kawiarniach. To była chwila z którą bardzo chciałam się zmierzyć, wyszło i jest już za mną. 


 
Kiedy wracaliśmy z jeziora byliśmy dosyć głodni i wstąpiliśmy do pizzerii, zdążyliśmy złożyć zamówienie i wygodnie się rozsiąść, nagle zerwała się tak potworna ulewa, tak że momentalnie zrobiło się ciemno i nieoczekiwanie zgasło światło. W całym lokalu siedzieli ludzie z nadzieją, że za chwilę przestanie lać, nic z tego każdy dostał na stolik świeczki, zrobiła się tak domowa atmosfera, że większość zapomniała gdzie miała podążać, żałowaliśmy, że zamówiliśmy tylko jedną pizzę ...
Budzę się o 4:40 mój Ł. również nie możemy się nadziwić, że jest tak jasno siadamy i rozmawiamy do 6 i kiedy wychylam głowę na taras nie wierzę własnym oczom, piękna mgła unosi się nad jeziorem delikatny wietrzyk smaga mnie po twarzy czystym i rześkim powietrzem, szybko bierzemy prysznice i wyruszamy na miasto by coś skonsumować, okazało się, że 7: 30 w niedzielę to za wcześnie na śniadanie, wszystko było pozamykane na cztery spusty. W takim razie  kierunek jezioro, a że jezioro jest w centrum Olecka, nie stanowi to żadnego problemu. Polegliśmy na skoczni gdzie o takiej godzinie nie ma nikogo, spokojne jezioro i sunące przed siebie stada chmur, które przegoniliśmy błagalnym wzrokiem. Wreszcie zdarzył się cud, kątem oka dostrzegliśmy otwartą hotelową restaurację nad samym jeziorem, kawa upragniona kawa okazała się mało smaczna, ale nie oto wtedy chodziło, przekąsiliśmy szybkie śniadanie. Nie braliśmy takich rzeczy do głowy, pozwoliliśmy by czas i wszystko dookoła, prowadziło nas w dobre strony. Postanowiliśmy, że spędzimy cały dzień na plaży, musieliśmy tylko skoczyć po stroje kąpielowe i przechodząc obok Placu Wolności natknęliśmy się na Regionalne Święto Mleka, oprócz mleka były kiełbasy z małych masarni i wędzarni z dużym naciskiem na jakość mięsa, wędzone ryby z Litwy ( najedliśmy się pysznej maślany mniam ), chleby, sękacze i makowce. Mogłabym wymieniać  tak by nie starczyło mi czasu, kupiłam sobie piękny wiklinowy kosz, taki bardzo dla mnie, kształtem i wielkością, za całe 14 zł., ależ jestem z niego zadowolona. Całe spotkanie prowadził Pan dr Grzegorz Russak i bardzo mądrze mówił jak na spółkę z kilkoma znajomymi można robić pyszne kiełbasy domowym sposobem. I ogólnie o zdrowym jedzeniu i  niezapominaniu o tradycyjnej kuchni polskiej, bo jak się okazuje nie zawsze musi  to być schabowy i ziemniaki. Było wielkie gotowanie żuru oleckiego, gar wielkości małej cysterny miał wydać 3 tys. porcji, chyba im się udało, bo kiedy wieczorem poszliśmy go spróbować dostaliśmy porcje ku naszemu zdziwieniu jeszcze ciepłe, a palenisko pod garem wyglądało na dawno zagaszone. Żur olecki smakował jak połączenie żuru tradycyjnego z grochówką bardzo dużo mięsa i majeranku. Pyszny.



Przegapiliśmy tylko konkurs na zupę mleczną i sernik, szkoda. 
Załapaliśmy się na końcówkę koncertu The Liverpool, który przygotował covery The Beatles, było śmiesznie i swojsko. Powędrowaliśmy pływać w jeziorze, gdybym mogła nie wychodziłabym z niego, woda była ciepła i czysta. Odpoczęliśmy jak nigdy. Teraz tęsknimy... 
Jeśli będziecie kiedyś w okolicy mazur warto posiedzieć nad brzegiem jeziora w Olecku, ale nie spodziewajcie się luksusów, tam trawa rośnie jak chce, kaczki brudzą na pomostach, brzeg jeziora jest krzywy ze spadem,no chyba, że wybierzecie skocznię, ale jeśli ktoś ma ochotę obcować z naturą , wypożyczyć łódkę i wypłynąć o 5 rano na jezioro, by mieć pyszny obiad, zapraszam! 
By popływać kajakiem lub rowerem wodnym, zapoznać się z miejscowymi ludźmi, by dowiedzieć się gdzie dobrze zjeść, również zapraszam, ale przede wszystkim dlatego, że tu jest naprawdę pięknie i spokojnie. 
P.S. Czasem można tu spotkać Janusza Panasewicza z Lady Pank.


Pozdrawiam
Inka

5 komentarze :

  1. Kasieńka & Trzcinowisko:
    Dziewczyny to trzeba zobaczyć na własne oczy, ale pięknie to jest!!!

    Pozdrawiam
    Inka

    OdpowiedzUsuń
  2. Inko, gdzieś mi umknął ten piękny post...ale nadrobiłam w letni sobotni poranek.
    Miejsce piękne i Twoje słowa na chwilę przeniosły mnie nad to jezioro.
    Miłej reszty weekendu! Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszko:

    Dziękuję, że czytasz i jesteś.
    Pozdrawiam
    Inka

    OdpowiedzUsuń

 
myTaste.pl